Alicja
„W 2007 roku dowiedziałam się że jestem w ciąży. Miałam już wtedy czterech synów, ale marzyłam jeszcze o córce. Ciąża na początku przebiegała normalnie. Około 16 tygodnia ciąży udałam się do szpitala z powodu plamienia. Zlecono mi USG. Lekarz, który je wykonywał, po dłuższej chwili zamilkł.
Zapytałam się czy wszystko jest dobrze z dzieckiem. Lekarz poprosił o chwilę cierpliwości, ale dodał że to jest dziewczynka. Bardzo się ucieszyłam. Niestety radość moja nie trwała długo. Lekarz wezwał na konsultacje ordynatora. On obejrzał USG i powiedział, że ma złe wieści, że córeczka ma wodogłowie i na pewno umrze. Albo jeszcze w brzuchu albo tuż po urodzeniu. Ale na pewno nie będzie żyć. Przeżyłam szok. Po chwili ordynator poprosił bym przyszła do jego gabinetu. Tam jeszcze raz mi przedstawił mi diagnozę i stwierdził, że mogą mi w tym pomóc, że mam prawo w takiej sytuacji usunąć ciążę. Nie chciałam tego słuchać ,wyszłam z pokoju z płaczem. Po chwili wróciłam i poprosiłam o konsultację w innym szpitalu. Zostałam wypisana i otrzymałam skierowanie do szpitala w Warszawie na Czerniakowską . Tam diagnoza się potwierdziła i znowu lekarz zaproponował mi usunięcie ciąży.
Nie zgodziłam się. No bo jak to? Miałabym uśmiercić wymarzoną córeczkę, która miała już rączki, nóżki, i pięknie biło jej serduszko ? Nie dała bym rady z tym żyć.
Poszukałam lekarza, który prywatnie poprowadził ciążę do końca. Całą ciążę codziennie modliłam się o zdrowie dla córki, chodziłam do siostry zakonnej aby z nią rozmawiać i modlić się. Gdy ciąża była donoszona, dostałam skierowanie do szpitala, gdzie zaplanowano cesarskie cięcie. Córeczka urodziła się 1 kwietnia 2008 roku. Po urodzeniu dostała o dziwo 10punktow w skali apgar . Urodziła się w tym samym szpitalu w Otwocku, w którym kilka miesięcy wcześniej chciano mi ją odebrać.
Z uwagi na stwierdzoną wadę w ciąży u dziecka córka została przewieziona do Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu celem dalszej diagnostyki. Wodogłowie się potwierdziło i córka po tygodniu od urodzenia miała zabieg wszczepienia zastawki odprowadzającej płyn z głowy do otrzewnej. Po kilku dniach opuściła szpital. 2015 roku drugi raz miała wymieniona zastawkę. Ale poza tym rozwija się i ruchowo i intelektualnie prawidłowo. Uczy się bardzo dobrze. Chodzi do normalnej szkoły.
Nie żałuję swojej decyzji i dziękuję Bogu za dar jakim jest moje dziecko. Dobrze że nie posłuchałam lekarzy, jestem z siebie dumna. Mam wymarzoną i upragnioną córkę, która ma obecnie 14 lat. Bardzo ja kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niej ❤️”
Alicja Chojnacka


